Znajdź nas

Analizy

Zagrać jak za Gmocha. Historia starć z Meksykiem

Meksyk jest jednym z najczęstszych rywali biało-czerwonych zza oceanu. Mecz w Gdańsku będzie już ósmą konfrontacją tych drużyn. Więcej graliśmy tylko ze Stanami Zjednoczonymi, Brazylią i Argentyną.

Reprezentacja Polski przed meczem z Meksykiem na MŚ'78

Meksyk jest jednym z najczęstszych rywali biało-czerwonych zza oceanu. Mecz w Gdańsku będzie już ósmą konfrontacją tych drużyn. Więcej graliśmy tylko ze Stanami Zjednoczonymi, Brazylią i Argentyną.

W dotychczasowych starciach trzykrotnie lepsi okazywali się Polacy. Co ważne, jedno z tych zwycięstw zostało odniesione podczas Mistrzostw Świata w Argentynie w 1978 roku. Dwa razy mecze zakończyły się triumfem Meksyku. Tyle samo padło też remisów. Reprezentację Polski przeciwko „El Tri” prowadziło sześciu selekcjonerów. Najwięcej, bo dwa razy czynił to Kazimierz Górski.

Jeśli wierzyć statystyce w Gdańsku nie powinniśmy się martwić o gole. W dotychczasowych starciach tylko w jednym spotkaniu padły mniej niż dwa trafienia. Warto jednak podkreślić, że bilans bramkowy jest niekorzystny dla biało-czerwonych. Polacy stracili łącznie dwanaście goli. Sami strzelili natomiast dziewięć.

Między Anglią, a Anglią

Pierwsze dwa mecze z Meksykiem nasza reprezentacja rozegrała w sierpniu 1973 roku podczas bardzo długiego tournée za ocean. Działo się to między słynnym triumfem nad Anglią na Stadionie Śląskim w Chorzowie, a jeszcze słynniejszym remisem na Wembley. Do pierwszego meczu z Meksykiem biało-czerwoni przystąpili po zwycięstwach nad Kanadą i Stanami Zjednoczonymi. Nastroje były więc co najmniej dobre. Na boisku jednak Polacy męczyli się z rywalem. Dopiero w 62. minucie gola na wagę końcowego sukcesu strzelił Jerzy Gorgoń.

Rosły stoper był też bohaterem drugiego starcia, które rozegrano trzy dni później. Gorgoń zdobył w nim wówczas wyrównującą bramkę. Gola na 2:1 dołożył natomiast kilka minut przed końcem Robert Gadocha. Druga wygrana stała się faktem. Było to tym samem osiemnaste zwycięstwo z rzędu reprezentacji Kazimierza Górskiego. W obu spotkaniach z Meksykiem pierwsze jedenastki tworzyli zawodnicy, którzy niecały rok później wywalczyli medal na mundialu. Do RFN nie pojechał jedynie Jan Banaś.

Walka na boisku i w szatni

Pięć lat później pamiętny bój z Meksykiem rozegrała reprezentacja Jacka Gmocha. Zanim jednak do niego doszło typowani do złota Polacy rozczarowywali. Najpierw w meczu otwarcia mistrzostw biało-czerwoni „tylko” zremisowali z broniącymi tytułu Niemcami, a później „tylko” 1:0 pokonali Tunezję. To nie były wyniki, które w Polsce uznawano za satysfakcjonujące.

W rezultacie na mecz z Meksykiem Jacek Gmoch dokonał kilku zmian w składzie. Szansę gry od pierwszych minut dostali między innymi Andrzej Iwan i Zbigniew Boniek. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Szczególnie gracz Widzewa Łódź od pierwszych minut starał się udowodnić swoją przydatność dla drużny. Wiązało się to z jego prywatną rywalizacją z już wtedy legendarnym Kazimierzem Deyną. Boniek dopiął swego w 43. minucie, gdy wyprowadził Polskę na prowadzenie. Niedługo po przerwie fatalne błędy naszej obrony wykorzystał Victor Rangel Ayala. Cztery minuty później było jednak już 2:1, po tym jak wspaniałego gola zdobył Kazimierz Deyna. To jednak nie zakończyło strzelania w Rosario. W 86. minucie wynik na 3:1 ustawił rozgrywający świetne spotkanie Zbigniew Boniek.

Cały mecz z perspektywy ławki rezerwowych obejrzał obecny selekcjoner Adam Nawałka. Triumf nad Meksykiem okazał się jednak początkiem problemów. Wszystko przez to, że Polacy dzięki wywalczeniu dwóch punktów wygrali grupę i w kolejnej rundzie trafili na Brazylię i Argentynę. Jedenaście dni później nie było nas już na mundialu.

Meksykańskie koszmary

Kolejne dwa mecze Polaków z Meksykiem należą do kategorii tych, o których lepiej zapomnieć. W lutym 1985 roku biało-czerwoni prowadzeni przez Antoniego Piechniczka skompromitowali się przegrywając z „El Tri” aż 0:5. Reprezentacja złożona wyłącznie z graczy ligowych przystąpiła do tego spotkania niemal zaraz po przylocie, ale nawet to nie stanowi wytłumaczenia skali porażki. 0:5 z Meksykiem było najwyższą porażką odniesioną przez Polaków za kadencji Antoniego Piechniczka. Co więcej poprzedni raz biało-czerwoni przegrali tak wysoko… piętnaście lat wcześniej, gdy selekcjonerem był jeszcze Ryszard Koncewicz.

Z Meksykiem nie popisał się też zespół Wojciecha Łazarka, który po mundialu… w Meksyku zastąpił Antoniego Piechniczka. W lutym 1989 roku polscy ligowcy wyjechali na zagraniczne tournée. Początkowo nic nie zapowiadało tragedii, bo biało-czerwoni pokonali 4:2 Kostarykę, a później 1:0 Gwatemalę. W Walentynki Polacy nie potrafili jednak przeciwstawić się Meksykanom. „El Tri” ostatecznie wygrali 3:1, a honorową bramkę dla Polski zdobył Roman Kosecki. Porażka z Meksykiem była jedną z ostatnich odniesionych pod wodzą Łazarka. Cztery miesiące później „Baryła” został zwolniony z funkcji selekcjonera.

Na remis

Na kolejny pojedynek z Meksykiem trzeba było czekać szesnaście lat. 27 kwietnia 2005 roku obie drużyny zmierzyły się ze sobą w Chicago. Mimo rezerwowych składów 50 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie Soldier Field obejrzało ciekawe widowisko. Nieco lepiej prezentowali się Meksykanie, ale dzięki bramce Pawła Brożka spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Mecz z „El Tri” był dopiero drugim w którym od pierwszych minut zagrał Artur Boruc. Kilka miesięcy później Paweł Janas uczynił go numerem jeden w bramce kosztem Jerzego Dudka.

W zupełnie innych okolicznościach nasza reprezentacja rozegrała kolejny mecz z Meksykiem. Mimo że spotkanie z października 2011 roku miało charakter towarzyski było istotnym elementem przygotowań do Euro 2012. Franciszek Smuda zaskoczył jednak kibiców i posadził na ławce rezerwowych Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego. Selekcjoner tłumaczył to potrzebą wystawienia najsilniejszego składu na zaplanowaną cztery dni później konfrontację z Niemcami. Bez swoich liderów Polacy nie zachwycili, ale też nie przegrali. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, a jedynego gola dla biało-czerwonych zdobył podobnie jak sześć lat wcześniej Paweł Brożek. Poza wspomnianym Szczęsnym i Lewandowskim w kadrze Nawałki znalazło się jeszcze trzech graczy powołanych również wtedy. Są to Jakub Błaszczykowski, Maciej Rybus i Kamil Glik.

Dziennikarz radiowy i telewizyjny. W latach 2013-2016 redaktor naczelny portalu Juventum.pl Autor powieści "Pragnę, Kocham, Nienawidzę". Sport to dla niego nie tylko wyniki i zwycięstwa, ale wartości, które za sobą niesie.

Naciśnij aby skomentować

Musisz być zalogowany by opublikować komentarz Zaloguj się

Odpowiedz

Więcej w Analizy