Znajdź nas

Analizy

Z ziemi polskiej do Włoch. Polscy piłkarze w Serie A [RAPORT]

Obserwując popularność polskich piłkarzy wśród włoskich klubów, można wręcz sparafrazował słowa naszego hymnu i powiedzieć: „Z ziemi polskiej do włoskiej”. Nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady. W ostatnich latach polska (piłkarska) kolonia we Włoszech powiększała się z każdym kolejnym rokiem. Przed startem aktualnego sezonu w Serie A zarejestrowanych było szesnastu Polaków. Do tego należy doliczyć jeszcze kilku, którzy grają w Serie B. Jak po połowie sezonu wygląda sytuacja naszych rodaków? Odpowiedź brzmi: bardzo dobrze.

Polscy piłkarze w Serie A - Krzysztof Piątek
Krzysztof Piątek po zdobyciu pierwszego gola w barwach AC Milanu

>> Pierwsi polscy piłkarze w Serie A

Włoscy kibice ujrzeli po raz pierwszy Polaków w Serie A dopiero w sezonie 1982/1983. Stało się to za sprawą dwóch reprezentantów Polski, którzy w 1982 roku zajęli trzecie miejsce na hiszpańskim mundialu. Władysław Żmuda z Widzewa Łódź trafił do Hellasu Verona, zaś Zbigniew Boniek (również „widzewiak”) dostał się do wielkiego Juventusu Turyn.

Ścieżki ich karier potoczyły się zupełnie inaczej, choć wspólnie zakończyli je we włoskiej lidze. Żmuda po zaledwie siedmiu rozegranych meczach w barwach Verony i wypożyczeniu do New York Cosmos, trafił ostatecznie do innej drużyny Serie A US Cremonese, w której rozegrał czterdzieści trzy oficjalna spotkania. Boniek z kolei szybko stał się ulubieńcem fanów Starej Damy, a po upływie trzech lat podbił serca kibiców AS Romy. Prezes PZPN-u, jeżeli wierzyć statystykom, reprezentował Juve i Romę w ponad dwustu oficjalnych spotkaniach, strzelając ponad pięćdziesiąt goli.


 

Jednak historia mogła wyglądać zupełnie inaczej. A to wszystko za sprawą Ewalda Cebuli, który między innymi wystąpił w ostatnim meczu polskiej reprezentacji przed wybuchem II wojny światowej. Cebula był wychowankiem Śląska Świętochłowice, ale po ataku III Rzeszy na Polskę został wcielony do niemieckiej armii. Udało mu się z niej uciec i dołączyć do armii Andersa. Z nią trafił do Włoch.

Ewald Cebula

Ewald Cebula po powrocie do Polski / fot. https://twitter.com/ruchchorzow1920/status/844522170420203521

Polacy stacjonujący w okolicach Neapolu założyli zespół II Corpo Polonia, w której znalazł się również Ewald Cebula. Żołnierze zmierzyli się w meczu sparingowym z SCC Napoli, który przegrali 3:4. Sam Cebula został bohaterem tego spotkania i otrzymał ofertę gry od Lazio Rzymu. Ten jednak ją odrzucił, ponieważ chciał wrócić do kraju, gdzie czekała na niego rodzina. Ostatecznie Cebula rozegrał sezon w małym klubie Unione Sportiva Anconitana, a po wojnie powrócił do Polski. W 1951 roku zdobył pierwsze mistrzostwo kraju z Ruchem Chorzów. Rok później powtórzył ten sukces, ale w roli grającego trenera – co wydarzyło się w polskiej piłce po raz pierwszy.

Po Bońku i Żmudzie kolejnymi Polakami, którzy pojawili się na ziemi włoskiej byli w sezonie 1992/1993 Marek Koźmiński i Piotr Czachowski. Obaj trafili do Udinese Calcio. Jednak tylko Koźmińskiemu udało się pozostać we Włoszech na prawie dziesięć lat. Rozegrał sto czternaście spotkań w Serie A i blisko sto meczów w Serie B. Reprezentował odpowiednio Udinese, Brescię i Anconę.

>> Przełom

W następnych latach na Półwyspie Apenińskim pojawili się Radosław Matusiak (Palermo) i Kamil Kosowski (Chievo), ale żaden z nich nie zachęcił do siebie wymagających Włochów. Zmienili to dopiero począwszy od sezonu 2010/2011 Artur Boruc i młody, lecz ambitny obrońca Kamil Glik.

Boruc miał już wyrobioną w Europie markę, lecz rok 2010 nie był jego najlepszym w karierze. Stał się symbolem odpadnięcia przez Polskę z eliminacji do mundialu i musiał poradzić sobie z problemami osobistymi. Był całkowicie rozbity. Sytuację zmienić miał wówczas transfer do Fiorentiny. W Serie A w ciągu dwóch lat rozegrał sześćdziesiąt dwa spotkania, chociaż przez cały czas nie mógł być pewny miejsca w bramce. Ale tyle wystarczyło, aby na nowo został bohaterem kibiców. Jakiś dowód na to? Wystarczy wpisać na platformie YouTube frazę „Boruc Fiorentina”, a szybko wyskoczy nam mnóstwo filmów z jego fantastycznymi paradami.

 

Jednak jeszcze większą furorę zrobił Kamil Glik. Przez pierwszą połowę sezonu 2010/2011 walczył o miejsce w składzie Palermo. W zimie został wypożyczony do innego zespołu Serie A – Bari. Tam spisał się na tyle dobrze, że został wykupiony przez Torino FC, które w sezonie 2011/2012 grało w Serie B. Ktoś mógłby uznać to za krok wstecz, ale Glik i jego doradcy mieli nosa. Torino szybko awansowało do Serie A, aby przez kolejne sezony podkradać punkty najlepszym i zagrać w Lidze Europy. Kamil Glik został ostoją defensywy drużyny z Turynu oraz jej kapitanem.

Pojawienie się we włoskiej piłce Artura Boruca i Kamila Glika to moment przełomowy. Włosi zauważyli, iż polscy piłkarze nie muszą odbiegać od reszty, a są tańszym rozwiązaniem niż kolejni Francuzi czy Brazylijczycy. Rozpoczął się precedens, który trwa po dziś dzień. W Serie A pojawili się następnie Piotr Zieliński (do Włoch przybył jeszcze jako junior) Rafał Wolski, Paweł Wszołek, Thiago Cionek czy też wychowany w Brescii Bartosz Salamon. I można wymieniać tak aż do Krzysztofa Piątka. Oczywiście nie wszyscy Polacy stali się ważnymi ogniwami swoich drużyn. Jednak tak czy siak trwający polski zaciąg do Włoch udowadnia, że tamtejsi trenerzy, działacze i kibice ufają naszym zawodnikom.

>> Największa polska kolonia w historii

Na początku sezonu 2018/2019 w klubach Serie A mieliśmy aż szesnastu Polaków, co oczywiście jest rekordowym wynikiem. Oto oni:

  • Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn)
  • Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SCC Napoli)
  • Krzysztof Piątek (Genoa/AC Milan)
  • Karol Linetty, Bartosz Bereszyński, Dawid Kownacki – wypożyczony do końca sezonu do Fortuny Düsseldorf (Sampdoria)
  • Łukasz Teodorczyk (Udinese)
  • Paweł Jaroszyńki i Mariusz Stępiński (Chievo Werona)
  • Bartłomiej Drągowski – wypożyczony do Empoli (Fiorentina)
  • Łukasz Skorupski (Bologna FC)
  • Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo)
  • Bartosz Salamon (Frosinone Calcio)
  • Thiago Cionek (SPAL 2013)
  • Michał Marcjanik – wypożyczony do końca sezonu do Carpi z Serie B (Empoli)

Do polskiej koloni trzeba będzie dodać również Szymona Żurkowskiego, który po sezonie przejdzie z Górnika Zabrze do Fiorentiny. Ponadto należy wspomnieć, że również w Serie B mamy bogatą reprezentację. Grają tam między innymi Przemysław Szymiński, Radosław Murawski czy też Tomasz Kupisz.

Polska kolonia to szósta zagraniczna siła w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech po Brazylijczykach, Argentyńczykach, Chorwatach, Serbach i Francuzach (chociaż wynik Chorwatów i Serbów to efekt ścisłej współpracy włoskich klubów z bałkańskimi).

>> Piątek – pof, pof!

Aktualną najjaśniejszą polską gwiazdą we Włoszech jest oczywiście Krzysztof Piątek. Aż trudno sobie wyobrazić to, iż rok temu przygotowywał się z Cracovią na trudy wiosennych meczów w Ekstraklasie. A w obliczu nadchodzącego mundialu nikt nawet nie próbował myśleć, że może być alternatywą dla Roberta Lewandowskiego. A dziś? Zaliczył wejście smoka w AC Milanie, a wcześniej przez pięć miesięcy zadziwiał kibiców, trenerów i obsługę stadionu w Genoi. Może ktoś powiedzieć, iż wyolbrzymiamy jego zasługi. Ale jak ktoś kiedyś powiedział: liczby nie kłamią.

W Serie A i Pucharze Włoch rozegrał w sumie dwadzieścia cztery spotkania, w których zdobył dwadzieścia dwa gole. Po zliczeniu spędzonego czasu na boisku daje mu to w sumie jedną bramkę na 89 minut gry, czyli jedną bramkę na mecz! Mało który napastnik z czołowej ligi europejskiej może pochwalić się takimi statystykami. A należy wziąć pod uwagę to, że dwadzieścia goli zdobył w barwach Genoi, która nie jest hegemonem na włoskiej arenie piłkarskiej i częściej musi się bronić, aniżeli atakować.

 

Piątek w Serie A jest na razie na czwartej pozycji w klasyfikacji króla strzelców. Nie wyprzedzają go byle jacy zawodnicy. Są nimi: wielki Cristiano Ronaldo, doświadczony Fabio Quagliarella, świetny Duvan Zapata – na którego również czeka głośny transfer. Jednak żaden z tej trójki nie ma tak świetnej średniej goli na mecz jak właśnie Krzysztof Piątek.

>> Ekipa z Napoli

Polski duet z Napoli już od kilku dobrych sezonów jest najlepszym dowodem na to, że polskie nie oznacza gorsze. Arkadiusz Milik to wojownik jakich mało. Pod koniec lutego będzie obchodził dopiero dwudzieste piąte urodziny, a już w swojej karierze pauzował przez prawie trzysta dni z powodu kontuzji obu kolan. I pech chciał, że te najpoważniejsze urazy przytrafiły się właśnie po dołączeniu do SCC Napoli. Jednak nikt z niego tam nie zrezygnował. On sam również się nie poddał.

I chociaż pochodzący z Tychów napastnik w pewnym momencie tego sezonu wchodził na boisko głównie z ławki, to od dłuższego czasu znów ma stałe miejsce w jedenastce. Milik jest aktualnie na piątym miejscu w klasyfikacji króla strzelców – dwanaście goli. Goni zarówno Krzysztofa Piątka, jak i resztę czołówki. I nic nie wskazuje na to, aby nie miał szans na dokonanie tego.

Polscy piłkarze w Serie A - Arkadiusz Milik

Arkadiusz Milik w Serie A jest znacznie skuteczniejszy niż w reprezentacji Polski

Chociaż liczby nie przemawiają za Piotrem Zielińskim, tak jak w przypadku Arkadiusza Milika, to drugi Polak w SCC Napoli również jest jednym z głównym elementów zespołu. Od prawie początku grudnia gra w pełnym wymiarze czasowym i nie widać żadnych przesłanek, aby zmieniło się coś w tej kwestii. Carlo Ancelotti ufa mu i widzi, że Zieliński odwala dobrą robotę, często też tę brudną. Schodzi do tyłu, rozgrywka na środku pola, inicjując tym samym akcje bramkowe. Albo wywalcza rzuty karne. Niestety tego nikt nie wlicza w statystyki, dlatego niektórzy dziwią się, co robi w takim zespole piłkarz, który w aktualnym sezonie zdobył jedynie trzy bramki i nie zanotował żadnej asysty. Ano odpowiedź jest prosta: pracuje dla zespołu, a nie dla siebie. Jedynie szkoda, że tej jakości nie widać zawsze w reprezentacji.

>> Trio z Sampdorii

Kolejna pokaźna polska grupa powstała w Sampdorii Genua. Oficjalnie liczy sobie trzech Polaków, chociaż na ten moment jest ich dwóch. Wszystko z powodu wypożyczenia Dawida Kownackiego do Fortuny Düsseldorf. Kownacki w tym sezonie rozegrał tylko 155 minut w Serie A, wchodząc głównie z ławki. Zdobył też tylko jednego gola. Ewidentnie nie potrafił wygrać rywalizacji wśród napastników, chociaż zadanie miał bardzo trudne – w Sampdorii gra między innymi Fabio Quagliarella. W mediach pojawiły się nawet plotki, że mógłby zastąpić Krzysztofa Piątka w Genoi, ale ostatecznie trafił na półroczne wypożyczenie do niemieckiego klubu. I chyba to dobrze, bo należy pamiętać, iż w tym roku są młodzieżowe mistrzostwa Europy, w których zagra Polska. Dlatego przyda nam się napastnik, który jest w formie.

Lepiej wygląda w Sampdorii sytuacja Bartosza Bereszyńskiego i Karola Linettego. Obaj grają regularnie i z pewnością stanowią o sile zespołu, który radzi sobie nie najgorzej w Serie A. Po Piątku oraz polskim duecie z Napoli to kolejni biało-czerwoni, którzy świetnie odnaleźli się we włoskich realiach piłkarskich.

>> Cichy, ale skuteczny

Cichym bohaterem jest Mariusz Stępiński z Chievo Werony. Chociaż wielu o nim zapomniało, mimo że w pewnym momencie był uznawany za talent porównywalny z Lewandowskim, to jednak utrzymuje solidny poziom we Włoszech. W tym sezonie w Serie A zdobył sześć goli i regularnie reprezentuje barwy swojego klubu. Ktoś może uznać jego liczby za nijakie, ale w jego przypadku należy pamiętać o tym, iż gra w zespole, który aktualnie jest na ostatnim miejscu w tabeli! Zatem sześć goli Stępińskiego w takim przeciętniaku to bardzo dobry rezultat, który może zaowocować transferem w przypadku spadku ekipy z Werony (co też raczej się wydarzy).

W Chievo gra również Paweł Jaroszyński, chociaż jego niespełna osiemset minut na boisku i to w takim przeciętniaku raczej nie wróży nic dobrego. Może po prostu nie jest to jego czas, a może dostanie prawdziwą szansę w następnym sezonie, jeżeli Chievo spadnie do Serie B?

>> Polak – a nie żadna podróba

Thiago Cionek to piłkarz, który mimo mieszanego pochodzenia udowodnił, że w jego żyłach płynie polska krew. Ale przykre doświadczenie z farbowanymi lisami Smudy powodują, że do dziś wielu kibiców z Polski ma do niego złe nastawienie. Podpierają się też jego występami w kadrze. Chociaż kto zna się na piłce, ten wie, iż nie za wszystkie słabsze wyniki należy obwiniać Cionka.

Ale prawda jest taka, że Thiago od kilku lat to zawodnik, który regularnie występuje na boiskach Serie B i Serie A. W Serie A reprezentował Palermo, a od roku broni barw SPAL 2013. Gra prawie zawsze, a to chyba najważniejsze. Bo to pozwala Cionkowi systematycznie walczyć bark w bark z najlepszymi piłkarzami włoskiej ligi. Dlatego lepiej nie skreślać go z listy potencjalnych reprezentantów, gdyż nas nie stać na to, aby tracić takich piłkarzy.

>> Był taki piłkarz…

Innym zawodnikiem, o którym warto sobie przypomnieć jest… Bartosz Salamon. Tak, ten sam Salamon, który na początku 2013 roku trafił do AC Milanu, lecz nie zadebiutował nigdy w pierwszej drużynie. Jego olbrzymim fanem był ówczesny selekcjoner Waldemar Fornalik, ale ostatecznie po nieudanych przygodach w Milanie i Sampdorii wrócił do Serie B. Od trzech sezonów gra ponownie na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Chociaż występów na tym pułapie ma dopiero pięćdziesiąt, to jednak ciągle pamięta się o nim we Włoszech. Ma 27 lat, więc jest jeszcze przed nim wiele lat dobrego grania.

>> Polska szkoła bramkarska

W Serie A silna jest też biało-czerwona reprezentacja bramkarzy. Najlepszym dowodem na to jest Wojciech Szczęsny.  Przeszedł on do Juventusu Turyn, aby zastąpić w bramce Buffona na kolejne lata. I to właśnie czyni. Praktycznie co mecz jest chwalony. Wielokrotnie ratował Starą Damę od straty bramki. A na treningach musi bronić strzały Cristiano Ronaldo i Paolo Dybali. Jest to piłkarz klasy światowej i chyba nikt tego nie podważy.

 

Łukasz Skorupski i Bartłomiej Drągowski to kolejni Polacy udowadniający, iż polska szkoła bramkarska ma się bardzo dobrze. Bardziej doświadczony Skorupski po występach na zmianę w Empoli i AS Romie znalazł się w FC Bologni, gdzie odnalazł stabilizację. Gra regularnie i do tego na dobrym poziomie. Nikt raczej nie będzie zaskoczony, jeżeli Skorupski w niedalekiej przyszłości otrzyma szansę od poważnego klubu.

Młody Drągowski poszedł w ślady Artura Boruca. Przed tym sezonem trafił z Jagiellonii Białystok do Fiorentiny. Jednak tam okazało się, że jeszcze musi poczekać na swoją szansę. W styczniu został wypożyczony do Empoli, gdzie ma za zadanie zdobyć doświadczenie.

>> Pechowcy

Największymi pechowcami mogą uznać się Łukasz Teodorczyk i Arkadiusz Reca. Pierwszy z nich po świetnych dwóch sezonach w Belgii przeniósł się pod koniec poprzedniego letniego okienka transferowego do Udinese. Od początku sezonu występował regularnie, chociaż głównie wchodził z ławki. Żadnego gola nie strzelił. Aż nagle pod koniec października złapał kontuzję – przepuklinę pachwiny. Polak przeszedł operację, która wyeliminowała go na kolejne trzy miesiące. Pierwotny powrót do gry zaplanowany został na styczeń tego roku, ale jeszcze nie otrzymał szansy na występ.

Arkadiusz Reca w Atalancie zagrał na początku sezonu tylko 90 minut w eliminacjach do Ligi Europy. Nie mieścił się do pierwszej jedenastki w Serie A. Pod koniec października okazało się, iż Reca od dwóch miesięcy trenował i grał z zapaleniem spojenia łonowego i musiał poddać się rehabilitacji. Ta wykluczyła go z gry na kolejne tygodnie. Swój debiut w Serie A zaliczył dopiero 20 stycznia w spotkaniu z Frosinone. Polak zagrał całe siedem minut. Od tamtej pory regularnie siedzi na ławce, a na boisku pojawia się tylko na przedmeczowej rozgrzewce.

>> Niewiadoma

Ostatnim polskim akcentem w Serie A jest Michał Marcjanik, który niespodziewanie trafił przed tym sezonem z Arki Gdynia do Empoli. Włoskie boiska szybko zweryfikowały jego możliwości. A w zasadzie bardziej jego umiejętności zweryfikowały treningi w drużynie z Serie A, ponieważ w barwach Empoli nie otrzymał szansy na debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech. Z tego też powodu został wypożyczony w zimowym okienku do Carpi, które aktualnie zajmuje siedemnaste miejsce w Serie B.

Nieszczęśliwie zakochany w sporcie od momentu narodzin. Współtwórca Magazynu Sportowiec. Redaktor Studenckiego Radia Egida. Ale przede wszystkim kibic.

Więcej w Analizy