Znajdź nas

Długie rozmowy

Martyna Maciejewska nową nadzieją polskiego snowboardu? „Najważniejsze nie są wyniki, a rozwój”

Od wielu lat próżno szukać polskich zawodników w czołówce freestyle’u snowboardowego. Po erze klanu Ligockich, konkurencje nacechowane różnymi trikami i wariacjami, stały się u nas historią. Teraz jednak może się to zmienić. Wszystko za sprawą 17-letniej Martyny Maciejewskiej. W tym sezonie Polka czterokrotnie stała już na podium Pucharu Europy, w tym dwa razy na jego najwyższym stopniu. „To jest świetny argument, aby udowodnić innym, że jestem w stanie realizować się w tym sporcie” – mówi „Magazynowi Sportowiec” Martyna Maciejewska.

Martyna Maciejewska w powietrzu /fot. Instagram Martyny Maciejewskiej/

Szymon Kastelik: W ostatni weekend stycznia stanęłaś pierwszy raz na podium Pucharu Europy i to dwukrotnie. W miniony weekend po raz pierwszy wygrałaś zawody Pucharu Europy i to też uczyniłaś dwukrotnie. Czy to jest ten przełomowy moment w twojej karierze?                                            Martyna Maciejewska: Myślę, że w pewnym stopniu tak. Ale najważniejszą chwilą było po prostu dostanie się do kadry narodowej. To pozwoliło mi na większą ilość treningów. I to właśnie zaowocowało dobrymi wynikami. Mam nadzieję, że tak też będzie w przyszłości.

Te wyniki udowadniają, że wybrałaś odpowiednią ścieżkę rozwoju?

Chyba tak, ale to jest też kwestia, którą teraz trudno ocenić. Wydaje mi się, że dopiero po dwudziestu latach startowania mogę zorientować się, że wszystko zrobiłam dobrze (śmiech). Na razie jestem zadowolona.

Pytam się o to, ponieważ często decyzje w młodym wieku są bardzo istotne. A te zwycięstwa w Pucharze Europy chyba udowadniają, że jesteś gotowa rywalizować w pełni w świecie dorosłego sportu?

To jest świetny argument, aby udowodnić innym, że jestem w stanie realizować się w tym sporcie. Ale trudno być też zawsze przekonanym w stu procentach do tego, co się robi.

Czy w twojej głowie i w głowach sztabu są już plany, aby rozpocząć regularne starty w Pucharze Świata?

Są takie myśli i są takie plany (śmiech). Jednak też zaczęłam dopiero w tym sezonie startować w Pucharze Europy i myślę, że nie ma pośpiechu. Niekoniecznie wyniki są najważniejsze, lecz to, żebym rozwijała się w odpowiedni sposób. Rezultaty przyjdą same z czasem.

Martyna Maciejewska z medalem

Martyna Maciejewska na podium PE w Sarajewie /fot. instagram Martyny Maciejewskiej/

Pytam, ponieważ próbuję spojrzeć na wszystko w dłuższej perspektywie. Powoli zbliżają się kolejne Zimowe Igrzyska Olimpijskie, a w Polsce odczuwamy jednak niedosyt związany ze snowboardem, a zwłaszcza z freestylem. 

Marzenia są oczywiście. Są one ważne, żeby rywalizować na takiej arenie z najlepszymi. Ale trudno na razie mówić o tym otwarcie. To oczywiście może być jakiś piękny sen. Ale nie koncentruję się nad tym. Bardziej myślę o przyszłym sezonie, niż o tym co może wydarzyć się za te trzy lata.

Skąd wzięła się u ciebie pasja do snowboardu?

Zaczęłam jeździć na snowboardzie, ponieważ mój starszy brat jeździł. Potem natrafiłam na odpowiednich ludzi, którzy pokazali mi po kolei o co chodzi w tym sporcie i czemu on jest taki fajny. Znalazłam się w klubie naszego olimpijczyka Michała Ligockiego. Rozpoczęłam tam treningi. Pomógł mi rozwinąć się w tej dziedzinie. Odkryłam, że bardzo mi się podoba snowboard. Jest to naprawdę niesamowity sport.

>> PAULINA LIGOCKA: JESTEM DUMNA Z TEGO CO OSIĄGNĘŁAM DLA POLSKI

Dlaczego Martyna Maciejewska wybrała konkurencje freestyle’owe, a nie alpejskie?

Pozwalają one na większą kreatywność. Można w nich pokazać siebie. To zawodnik wybiera, co chce zaprezentować kibicom. Ponadto freestyle nie nudzi się i to obojętnie na jakim poziomie. Bo zawsze możesz zrobić coś nowego. Wydaje mi się, że to jest właśnie najważniejsze.

A która konkurencja z tych freestyle’owych jest twoją ulubioną?

Slopestyle, bo łączy w sobie jazdę z przeszkodami i ze skoczniami.To dla mnie pewna ocena umiejętności. Jeżeli radzisz sobie dobrze w tego typu zawodach, to jesteś dobrym riderem.

Wzorujesz się na kimś czy szukasz już swojego stylu?

Oczywiście mam jakiś obranych zawodników od których podpatruję triki. Jednak mam nadzieję, że z czasem te ewolucje nie będą ich, tylko moje autorskie i będą wyrażać mnie podczas jazdy.

Jak wygląda u ciebie łączenie profesjonalnego sportu z nauką? Martyna Maciejewska ma w ogóle czas dla siebie?

No jest to trudne (śmiech). Nie można mieć wszystkiego. Gdy jestem w górach to skupiam się na snowboardzie. Gdy inni na stoku są w stanie usiąść, odpocząć i porobić inne rzeczy, to ja często siedzę z książkami. Gdy jestem w domu w Warszawie, to chodzę do szkoły. Nie mam czasu na spotkania z przyjaciółmi, bo muszę nadrabiać materiał oraz oczywiście trenować. Czasu jest mało i są wyrzeczenia. Z nauką też jest trudno, bo materiał realizuję praktycznie sama, a nie z nauczycielami.

No właśnie. Nauczyciele patrzą na ciebie przychylnym okiem i rozumieją twoje zaangażowanie w sport?

Może mają jakieś problemy z tym, ale rozumieją (śmiech). Oczywiście nauczyciele dopingują mnie i to jest motywujące. Bo przecież na przykład nauczyciel matematyki nie ma w interesie, żeby mi kibicować, bo to nie idzie w parze z przygotowaniami do matury. Ale jednak to robi.

Trenujesz głównie za granicą?

Niestety tak. Cały rok to są regularne wyjazdy. Nawet jak u nas jest śnieg, to wtedy są zawody za granicą. Właśnie teraz wracam z Sarajewa (rozmowa odbyła się po zawodach PE w Sarajewie – przyp. red). Przez ostatnie cztery tygodnie byłam chyba dwa dni w domu.

Martyna Maciejewska w akcji

Martyna Maciejewska podczas wykonywania triku /fot. instagram Martyny Maciejewskiej/

W lato jest podobnie?

Wtedy mamy summer campy w Austrii lub we Francji. Jest to trochę luźniejszy czas. Ale lato to też głównie treningi na siłowni oraz zajęciach akrobatycznych. Mamy takie zajęcia w Krakowie z profesjonalnymi akrobatami.

Poruszam ten temat, bo często twoi starsi koledzy i starsze koleżanki z kadry narzekają na warunki w jakich muszą trenować. Masz podobne doświadczenia?

Nasz trener Tomasz Tylka próbuje z całych sił zorganizować nam najlepsze warunki do ćwiczeń. Poszukuję miejsc do trenowania. Także w Polsce. Jednak coraz popularniejsze są przy skoczniach olbrzymie poduszki do lądowania, dzięki którym można trenować nowe triki. Nasi sąsiedzi i inne kraje europejskie posiadają lub będą posiadać takie wyposażenie. A w Polsce tego nie ma. To jest trochę smutne. Bo nie różnimy się od innych krajów, a jednak u nas nie ma tego zainteresowania snowboardem. To też rodzi pewną samotność w tym wszystkim. Prawdą jest też, że snowboard nie stoi teraz na najlepszym poziomie w naszym kraju. Ale przecież dziesięć lat temu mieliśmy bardzo dobrych zawodników, a również nie było odpowiednich warunków. I widać to, że snowboard powoli obumiera. Mam nadzieję, że w kadrze pojawi się wielu młodych ludzi. I razem podniesiemy znów snowboard z kolan.

Nie boisz się o przyszłość, gdy trzeba będzie zarabiać pieniądze na życie?

Oczywiście, bo za coś trzeba żyć (śmiech). Na razie mogę funkcjonować z myślą, że utrzymam się przy snowboardzie i będę z niego żyła. Jeżeli nie dzięki pieniądzom z związku, to dzięki umowom sponsorskim.

To czego można ci życzyć?

Odwagi. Wytrwałości. O! Przede wszystkim braku kontuzji (śmiech).

Nieszczęśliwie zakochany w sporcie od momentu narodzin. Współtwórca Magazynu Sportowiec. Redaktor Studenckiego Radia Egida. Ale przede wszystkim kibic.

Więcej w Długie rozmowy