Znajdź nas

Krótka piłka

Polscy saneczkarze otarli się o historyczny sukces. Jakub Kowalewski: Niecodziennie jest szansa, żeby walczyć o podium

Jakub Kowalewski i Wojciech Chmielewski byli bardzo blisko sprawienia nie lada sensacji. Nasi saneczkarze prowadzili bowiem po pierwszym ślizgu Pucharu Świata w Igls. Przewaga nad rywalami rosła jeszcze podczas drugiego zjazdu, ale wtedy przyszedł dziewiąty zakręt. Polacy popełnili na nim poważny błąd i spadli na 13. miejsce. Mimo to – jak przekonuje Jakub Kowalewski – nastroje w drużynie są bojowe.

Jakub Kowalewski i Wojciech Chmielewski
Jakub Kowalewski i Wojciech Chmielewski w trakcie przygotowań /fot. fanpage ChmielewskiKowalewski/

Przemysław Paszowski: Gdy zorientowaliście się, że prowadzicie po pierwszym ślizgu to co pomyśleliście?

Jakub Kowalewski: Nie spodziewaliśmy się tego. Z pewnością w głowach pojawiło się milion pozytywnych myśli. Ten stan nie trwał jednak długo. Już po chwili wiedzieliśmy, że trzeba dalej robić swoje.

Ta wiadomość was nie zagotowała?

Do drugiego ślizgu podeszliśmy w pełni skoncentrowani. Chcieliśmy wykonać naszą pracę w stu procentach. Na ostatnie minuty przed startem raczej w ogóle nie myśleliśmy nad tym, że prowadzimy.

Musieliście jednak zdawać sobie sprawę, że przy tak niewielkich różnicach najmniejszy błąd będzie słono kosztował.

Raczej nie kalkulujemy i nie patrzymy na to co może się stać. Żaden z nas nie analizował ile mamy przewagi i na ile możemy „napsuć”, aby i tak wygrać tego dnia.

Drugi ślizg zaczęliście świetnie, ale potem było już gorzej. Co się stało?

Łącznie z zawodami mieliśmy dziewięć ślizgów i na wszystkie z nich wyjechaliśmy dwa razy z wirażu numer „dziewięć” przyzwoicie. Przy reszcie były podobne problemy, jak podczas drugiego ślizgu w zawodach. Także cały tydzień był tam kłopot.

Gdy dojechaliście do mety to była złość czy raczej rozczarowanie?

Cóż, chyba wszystkie emocje naraz. Niecodziennie jest szansa na to, aby walczyć o podium Pucharu Świata. Gdyby to był jeden jedyny błąd popełniony przez cały tydzień, to z pewnością byłaby ogromna złość. Jednak niestety w tym tygodniu wiraż numer „dziewięć” nas pokonał.

Gdzie by nie wejść, wszędzie ten sam komentarz – „zmarnowana życiowa szansa”. Czy wy też postrzegacie zawody w Igls w ten sposób?

To jest sport. Pod uwagę bierze się wynik końcowy, a nie rezultat po pierwszym ślizgu. Cieszymy się jednak, że powstała taka sytuacja. Wierzymy, że jeszcze kiedyś się powtórzy.

Powiedzieliście, że jest światełko w tunelu do ścigania się o czołowe lokaty. Czego więc oczekujecie po dalszej części sezonu?

Chcielibyśmy oddawać dwa równe i dobre ślizgi w zawodach, A to powinno przynieść nam sporo radości.

Dziennikarz radiowy i telewizyjny. W latach 2013-2016 redaktor naczelny portalu Juventum.pl Autor powieści "Pragnę, Kocham, Nienawidzę". Sport to dla niego nie tylko wyniki i zwycięstwa, ale wartości, które za sobą niesie.

Więcej w Krótka piłka