Znajdź nas

Głos ekspertów

Sąd nad polskim judo. Rafał Kubacki: Dlaczego trenerzy tak bardzo boją się rozliczeń?

Słaby występ polskich judoków na Mistrzostwach Świata w Baku. Dla większości biało-czerwonych zaporą nie do przejścia okazywały się drugie walki. Najlepiej z naszych reprezentantów spisał się Damian Szwarnowiecki, który przegrał pojedynek o brązowy medal i został ostatecznie sklasyfikowany na piątej lokacie. Według Rafała Kubackiego przyczyn tak słabego występu jest bardzo wiele. W rozmowie z „Magazynem Sportowiec” były mistrz świata wymienia wszystkie grzechy polskiego judo i apeluje o rozliczenia.

Damian Szwarnowiecki podczas walki
Damian Szwarnowiecki wypadł najlepiej z naszych judoków

Przemysław Paszowski: Występ polskich judoków w Baku był przeciętny, zły czy bardzo zły?                 Rafał Kubacki: Ja już przestałem oceniać starty naszej reprezentacji w takich kategoriach. Po prostu świat nam odjechał i tyle. Ja już sam zaczynam się zastanawiać, w której my lidze gramy. Pytanie czyja to wina. Być może ktoś dokona kompleksowej oceny tego co się wydarzyło przed mistrzostwami i na samych mistrzostwach, a później wyciągnie z tego wnioski.

Wierzy pan w to?

Może w końcu ktoś uderzy się wreszcie w pierś i przygotuje taką obszerną analizę. Najlepiej aby zrobił to trener reprezentacji, bo to on odpowiadał za przygotowania. Niech opisze słabe i dobre strony, zaprezentuje jakąś wizję na przyszłość. Bo jeśli nie dokona się takiej oceny, to później na kolejnej wielkiej imprezie nie będziemy mieli żadnego punktu odniesienia. Ja nie chce tu robić żadnego polowania na czarownice. Ale nie da się pracować bez szczegółowych analiz, planów i bez zastosowania nowoczesnych metod. Dobrze byłoby aby w polskim judo to wreszcie zrozumiano.

Jeszcze przed mistrzostwami podkreślano, że nasi zawodnicy mieli trudne losowania. Z tym faktem rzeczywiście trudno dyskutować. Jednak czy to powinno być jakieś wytłumaczenie?

Mnie takie tłumaczenie nie przekonuje. Na tych mistrzostwach było wielu weteranów i od nich należy wymagać zdecydowanie czegoś więcej. Na innym biegunie są ci najmłodsi, bo oni muszą zbierać doświadczenie na takich zawodach.

Dlaczego polscy judocy potrafią odnosić sukcesy w mniej prestiżowych imprezach międzynarodowych, a nie potrafią tego powtórzyć w tych najważniejszych? Na przykład Maciej Sarnacki może nie jechał na te mistrzostwa jako faworyt, ale w rankingu był jednak bardzo wysoko. Tymczasem w Baku wygrał tylko jedną walkę…

Maciej Sarnacki jest zawodnikiem, który ma szansę zdobywać medale. Ja wielokrotnie apelowałem o opiekę nad nim. To oczywiście obiło się jednak bez echa. A należy pamiętać, że kategoria ciężka jest jedną z najspecyficzniejszych. Jeśli zawodnik nie stoi stabilnie na nogach i nie ma odpowiedniej siły to po prostu nie ma żadnych szans. Maciej Sarnacki dysponuje jedną zaczepną techniką. Ale to zarazem nie jest technika, którą mógłby zwalać rywali z nóg. Właśnie dlatego na zawodach międzynarodowych niższej rangi wygrywa, a tutaj nie. W liczących się reprezentacjach sparingpartnerami zawodników są byli mistrzowie. Oni przekazują swoją wiedzę. Trudno znaleźć lepszą metodę. A kto jest partnerem Macieja Sarnackiego? Od kogo on ma się tego wszystkiego uczyć?

Maciej Sarnacki na tatami

Maciej Sarnacki na pewno nie zaliczy występu w Baku do udanych /archiwum/

Mam wrażenie, że problemem jest też brak powtarzalności wyników na tych najważniejszych imprezach. Czasem ktoś się pojawi i błyśnie, oczekiwania rosną, ale ten ktoś potem już nie potrafi tego powtórzyć.

To prawda, ale to nie może dziwić. Bo co my możemy przeciwstawić naszym rywalom? Polscy judocy bazują na jednej technice i chcą nią walczyć z każdym przeciwnikiem. A przecież na tatami wychodzą różni zawodnicy o różnych stylach walki. Nasi judocy przegrywają walkę o uchwyt lub są „wpuszczani” w swój uchwyt, co przeciwnicy są w stanie łatwo wykorzystać na własną korzyść.

Czy pana zdaniem to główna przyczyna takiego występu w Baku?

Na pewno jedną z wielu. Gdy patrzę na naszą reprezentację widzę, że dominującą techniką jest tylko jedna. Dla porównania Waldemar Legień posiadał takich skutecznych i różnorodnych technik około trzydziestu ośmiu. To jest przepaść. Mam nieodparte wrażenie, że nasi reprezentanci wychodząc do walki mają przygotowaną tę jedną technikę i próbują ją stosować na każdym przeciwniku. A powtórzę po raz kolejny, zupełnie inaczej walczą Azerowie, a zupełnie inaczej Japończycy. Ale nie chciałbym za to winić tak bardzo zawodników. Oni walczą tak jak się nauczyli. Robią też to co zaplanował im trener. Dlatego właśnie trenerom i całemu środowisku muszę powiedzieć, że oblali egzamin. Po raz kolejny apeluję o to aby ktoś rzetelnie opisał jak wyglądały przygotowania, jakich środków używano czy dokonywano ocen stanu zdrowia zawodników i tak dalej. To są wielkie niewiadome. Zamiatanie tego pod dywan niczego dobrego nie wróży.

To wszystko bardzo pesymistycznie brzmi to w pana ustach.

Bo obawiam się, że będzie jak zawsze. Mistrzostwa się skończą, wszystko ucichnie i pojawi się myślenie „jakoś to będzie”. Otóż nie będzie. Za dwa lata są Igrzyska Olimpijskie i ja tego po prostu nie widzę. Naprawdę po tym co zobaczyłem w Baku jestem ogromnym pesymistą.

Czy wobec tego zamiast ratować coś na szybko i być może nieefektywnie, nie lepiej postawić na długofalowy program Paryż’24 poświęcając jednocześnie Igrzyska w Tokio?

Przepraszam, że to powiem, ale ja naprawdę na te chwilę nie widzę nikogo kto mógłby zagwarantować nam zdobycie medalu w Tokio. Jeśli miałbym coś podpowiedzieć Polskiemu Związkowi Judo to widzę tylko jedną możliwość. Zróbmy wielki przegląd zawodników. Wyselekcjonujmy najlepszych pięciu, sześciu. Zapytajmy ich czy są w stanie poświęć wiele w przygotowaniach do Igrzysk. Jeśli tak, to niech ci ludzie jeżdżą po świecie i poznają różne style walki. Niech nie zamykają się w jednej technice, której i tak nie wykonują perfekcyjnie. Ta wąska grupa przygotowywałby się do Tokio. Natomiast tutaj w kraju budowałbym już szeroką kadrę na Igrzyska w Paryżu. W perspektywie sześciu lat widzę jakąś szansę, w perspektywie dwóch żadnej, jeśli nie podejmie się stanowczych kroków.

Agata Perenc podczas walki

Agata Perenc dotarła w Baku do 1/8 finału /archiwum/

Gdzie lub w czym tkwi obecnie największy problem naszego judo?

W mentalności trenerów! Niech oni wreszcie przestaną się kłócić i prześcigać się w tym kto jest najlepszy. Niektórzy po słabych występach mówią, że się tego spodziewali i sami przygotowaliby tych zawodników lepiej. Zawsze im odpowiadam, że nie przygotowaliby. Obecni trenerzy za jakiś czas przejdą do opozycji, na ich miejsce przyjdą ci, którzy teraz tam są. I czy coś się zmieni? Nic. Historia to pokazuje. A ja stanowczo pytam, dlaczego trenerzy tak bardzo boją się rozliczenia i przyznania się do błędów?

W tej kwestii jest aż tak źle?

Podam panu pewien kuriozalny przykład. Biorę udział w stworzonym przez związek programie edukacyjnym. Ma on na celu uporządkowanie zagadnień związanych ze szkoleniem i kształceniem trenerów. Poproszono mnie swego czasu o przygotowanie całego panelu dotyczącego ukemi, czyli upadania. Wie pan co się z tym stało?

Co?

Do dzisiaj niczego nie zmieniono w tej kwestii. A wie pan dlaczego? Bo każdy kto jest trenerem w polskim judo uważa, że jego sposób trenowania jest najlepszy. Moim zdaniem trzeba w tym wszystkim trochę pokory. Należy stosować się do zasady judo. Jeśli chcesz zrobić dwa kroki do przodu, najpierw zrób jeden do tyłu. Niestety w Polsce największą przeszkodą w szkoleniu trenerów są sami trenerzy. Taki szkoleniowiec dzisiaj wsiada do samochodu i on dopiero w drodze na trening zastanawia się co będzie na nim robił. Niech pan zapyta polskich trenerów czy mają rozpisane programy czy monitorują dokładnie zawodników. To trochę działa na takiej zasadzie, że przychodzi trener na zajęcia i mówi „będziemy robić to i to”. A ja pytam, dlaczego akurat to i czemu ma to służyć. Zawsze jest kłopot z odpowiedziami na to pytanie.

Gdyby pan zapytał natomiast o to Ryszarda Zieniawę (twórca wielkich sukcesów polskiego judo lat 80. – przyp. red.) to on pokazałby od razu całą dokumentację dotyczącą zawodnika. Jeśli w tamtym czasie judoka przegrywał to trener otwierał taką teczkę i miał wszystko opisane. Szukał rozwiązań swoich wątpliwości w Instytucie Sportu, nie bał się dyskusji. To samo robił Marek Rzepkiewicz. Ja to doskonale pamiętam. Dzisiaj tego w polskim judo nie ma. Tak samo jak i nie ma już polskiej szkoły judo. Problem w tym, że my nadal tkwimy w mentalności sprzed dwudziestu lat. A świat już dawno nie trenuje tak jak nasi zawodnicy na zgrupowaniach.

Walka Damiana Szwarnowieckiego

Damian Szwarnowiecki podczas walki w repasażach

Czy mimo tych wszystkich gorzkich słów miałby pan jakieś pozytywne refleksje na temat naszego judo? W Baku bardzo dobrze spisał się Damian Szwarnowiecki.

Na pewno Damian był pozytywnym akcentem tych mistrzostw. Widać, że przełamał się psychicznie. Osiągnął bardzo duży sukces. Ale to wciąż za mało. Damian jest dobrze przygotowany motorycznie, jest bardzo mocny i wytrzymały. Brakuje jednak rozwiązań dodatkowych. Problem jest w uchwycie i zbyt stereotypowym myśleniu. Na pewno powinien dysponować większym wachlarzem technik. Gdyby udało mu się je dołożyć to może mieć medal na Igrzyskach. Ale czeka go bardzo długa męka, bo jest już zawodnikiem ukształtowanym. A w takim przypadku takie zmiany trwają latami. Tacy zawodnicy mają już swoje określone przyzwyczajenia, sposób chodzenia, ustawienie się do przeciwnika. Trzeba bardzo dużej cierpliwości zawodnika i trenera. Pytanie czy mu tej cierpliwości wystarczy? Co do pozostałych pozytywów to na pewno mamy potencjał wśród dziewczyn. Widzę wśród nich dwie przyszłe medalistki mistrzostw świata. Jednak tutaj znów trzeba postawić pytanie. Tym razem o to czy będzie miał kto te dziewczyny umiejętnie prowadzić.

Zakończmy więc myśleniem nie życzeniowym, a realistycznym. Czy coś się po tych mistrzostwach zmieni czy nie?

Mam spore wątpliwości. Musi być burza mózgów ludzi ze wszystkich stron barykady. Inaczej nic z tego nie wyjdzie. Ale kto dzisiaj z tych ludzi potrafiłby odpuścić dla dobra dyscypliny? Przyjdą wybory i pod zarzutem nieudolności zmieni się kierownictwo związku. Do władzy dojdzie nowa grupa osób. Będzie odgrywać się na poprzednikach. Zacznie twierdzić, że tylko ona ma patent na wygrywanie. Pojawią się piękne obietnice. Tymczasem wkrótce później okaże się, że jest zupełnie inaczej. A świat nam dalej będzie odjeżdżał. Nie widzę mobilizacji w polskim judo.


Rafał Kubacki. Jeden z najlepszych polskich judoków w historii. Trzykrotny medalista mistrzostw świata, w tym dwukrotnie złoty. Ośmiokrotnie stawał na podium Mistrzostw Europy, w tym raz na jego najwyższym stopniu. W 1993 roku Rafał Kubacki wygrał Plebiscyt Przeglądu Sportowego na Najlepszego Sportowca Polski. Trzykrotny olimpijczyk. W Barcelonie i Atlancie odpadał w repasażach. Siedemnastokrotny mistrz Polski. Obecnie Rafał Kubacki zajmuje się szkoleniem dzieci. Jest także nauczycielem akademickim.

Rafał Kubacki podczas treningu

Rafał Kubacki

Dziennikarz radiowy i telewizyjny. W latach 2013-2016 redaktor naczelny portalu Juventum.pl Autor powieści "Pragnę, Kocham, Nienawidzę". Sport to dla niego nie tylko wyniki i zwycięstwa, ale wartości, które za sobą niesie.

Więcej w Głos ekspertów