Magazyn Sportowiec – wywiady, analizy, komentarze sportowe

Weronika Deresz: Nie spodziewałam się, że wyjdę z tego żywa. Później musiałam się uczyć chodzić od nowa

Weronika Deresz wraca do sportu /fot. fanpage Weroniki Deresz/

Glasgow, sierpień 2018 roku. Weronika Deresz razem z Joanną Dorociak zostają wicemistrzyniami Europy w dwójce wagi lekkiej. „Mamy to! Wszystkim razem i każdemu z osobna chciałabym gorąco podziękować za moc pozytywnych słów wsparcia, uznania i gratulacji, które napłynęły do nas po zdobyciu srebrnego medalu. Z takim wsparciem kibiców nawet finiszowe metry wyścigu mniej bolą i można góry przenosić. Jest dobrze!” – mówi po swoim sukcesie Weronika Deresz. Dla doświadczonej zawodniczki jest to już kolejny sukces w karierze. Wcześniej była między innymi mistrzynią świata w czwórce podwójnej i mistrzynią Europy w dwójce wagi lekkiej.

Najważniejszym celem 2018 roku są jednak mistrzostwa świata w Płowdiwie. W Bułgarii naszą ekipę dopada jednak pech w postaci problemów żołądkowych. Wskutek tego Weronika Deresz i Joanna Dorociak zamiast walczyć o medale startują w finale B. „Mimo całego serca włożonego w walkę, choroba zdewastowała nas na tyle, że nie byłyśmy w stanie stawić czoła światowej czołówce. Jest mi strasznie żal, że w taki sposób zakończyły się te zawody. Smutno, że całoroczna praca obróciła się wniwecz i przegrałyśmy z chorobą” – komentuje po mistrzostwach.

Wówczas Weronika Deresz nie wiedziała jeszcze, że prawdziwe problemy zdrowotne dopiero przed nią. W połowie lutego wioślarka uległa wypadkowi. „Diagnoza brzmiała jak wyrok dla sportowca” – relacjonuje. Zawodniczka ma zerwane więzadło krzyżowe przednie, poboczne piszczelowe, złamana łąkotka, złamane kłykcie kości udowej i piszczelowej. Polka w trybie pilnym zostaje poddana rekonstrukcji stawu kolanowego. „Tytanowe śruby, sztuczne więzadła, ponawiercane kości, przeszczep ścięgna. 7 sztucznych elementów w stawie, bym znów miała szansę uprawiać sport” – pisze wioślarka.

Miało być lepiej, ale niestety operacja szybko przyniosła ciężkie powikłania. Cztery dni później Weronika Deresz wylądowała na SOR z zakrzepicą żył głębokich. „Czekało mnie dodatkowe 3 miesiące terapii, b przywrócić sprawne krążenie krwi w nodze. Byłam przerażona i myślałam, że gorzej być nie może. Ale mogło…” – opisuje wioślarka. „Zaczęłam mieć duszności, bóle w klatce piersiowej. Okazało się, że mam zator płucny. Pędząc ponownie na SOR, nie zabrałam ze sobą wielu rzeczy, bo nie spodziewałam się, że wyjdę z niego żywa” – dodaje.

Terapia silnymi lekami przyniosła na szczęście poprawę, a płuco zaczęło się „odblokowywać”. „Zaczęłam odzyskiwać nadzieję. Teraz czeka mnie długa rehabilitacja, godziny codziennych ćwiczeń, bólu, wysiłku i zwątpienia. Uszkodzenia nogi okazały się tak poważne, że od nowa musiałam nauczyć się chodzić. Były dni, które cała przepłakałam, sytuacja mnie przygniatała, chciało mi się wyć z bezsilności. Przestałam wierzyć, że jeszcze kiedyś odzyskam sprawność” – pisze Weronika Deresz.

Zeszłoroczna wicemistrzyni Europy jednak się nie poddała. W kwietniu znów chodziła, a w maju po raz pierwszy wsiadła do łodzi. Wkrótce natomiast pojawi się na zgrupowaniu kadry narodowej. „Jadę pełna pozytywnej energii, ale i pełna obaw. Rezultaty ostatnich treningów pozwalają mi na ostrożny optymizm, ale boję się, czy sprostam wymaganiom kadry. Boję się szyderstw za plecami, że wciąż kuleję, a chcę się ścigać z najlepszymi. Boję się oceniania, ale chcę ponownie podjąć walkę o moje sportowe marzenia” – komentuje wioślarka.

Weronika Deresz nie wie czy jeszcze kiedyś stanie na podium. Jest jednak pewna jednego. „W tym roku wygrałam już moją najważniejszą walkę – o zdrowie i życie. Reszta jest wartością dodaną” – puentuje.