Magazyn Sportowiec – wywiady, analizy, komentarze sportowe

Mecz „przyjaźni” o Ligę Mistrzów na remis! Piast Gliwice 1:1 BATE Borysów

Waldemar Fornalik jak zapowiedział, tak też zrobił. Wielkich rewolucji w składzie mistrzów Polski nie było. W pierwszej jedenastce pokazali się piłkarze, który regularnie grali w minionym sezonie. Zmiany nastąpiły jedynie m.in. na pozycjach Sedlara, który nie przedłużył kontraktu z Piastem Gliwice, oraz Jodłowca. Ale o tym wiedzieli wszyscy jeszcze przed zakończeniem sezonu. Dlatego na szczęście Piast nie musiał załatać dziur w ustawieniu na ostatni moment. BATE Borysów był faworytem, który w ostatnich latach regularnie pokazywał się w europejskich pucharach. Nie oznaczało to jednak, iż drużyna z Górnego Śląska była na straconej pozycji. Zwłaszcza, że BATE nie jest już tą ekipą, która potrafiła w przeszłości sprawić niemałe niespodzianki w Lidze Mistrzów.

Początek spotkania to niespodziewane wycofanie gospodarzy i czekanie przez nich na kontratak. To po stronie Piasta znajdowała się kwestia organizowania gry. I już w 14. minucie Czerwiński miał świetną okazję, gdy piłka po rzucie rożnym idealnie wylądowała na jego głowie. Ale obrońca nie trafił w światło bramki. W kolejnych minutach jeszcze kilkukrotnie zespół z Polski podszedł pewnie pod bramkę przeciwnika. Dobrą sytuację wytworzył sobie Dziczek, który oddał groźny strzał z dystansu. Dopiero w 33. minucie Białorusini mieli fantastyczną szansę na zdobycia gola, po błędzie obrońców Fornalika. Na szczęście wszystko rozeszło się po kościach po interwencji Czerwińskiego.

Aż wreszcie w 36. minucie Valencia z lewego skrzydła zagrał na 16. metr do Felixa. Ten uderzył, ale jego strzał obronił Cziczkan, który wybił futbolówkę przed siebie. Jednak w odpowiednim miejscu odnalazł się Parzyszek, który dobił piłkę głową do pustej bramki. Wynikiem 1:0 zakończyła się 1. połowa po dobrej grze mistrza Polski!

Druga odsłona gry zaczęła się od odważniejszych ataków BATE. W szeregi zespołu Fornalika zaczęła wkradać się nerwowość. W krótkim odstępie czasu żółte kartki za faule ujrzeli Kirkeskov, Dziczek i Czerwiński. W 59. minucie Czerwiński ledwo co powstrzymał w polu karnym Skawysza. Rywale zaczęli zdobywać coraz wyraźniejszą przewagę. Aż wreszcie stało się. Już zły sygnal dał Dziczek, który zmieniony nie podziękował trenerowi. Następnie w 64. minucie Stasiewicz uznał, że gliwicka defensywa jednak nie jest taka mocna. Minął 2 zawodników, następnie podał Dragunowi, a ten doprowadził do remisu.

Po stracie gola goście zaczęli grać lepiej. Głównie dzięki temu, że Białorusini spuścili z tonu. Jednak do końca spotkania nie padły już żadne bramki. Tym samym Piast Gliwice zremisował na wyjeździe 1:1 i ma całkiem dobrą sytuację przed rewanżem.