Magazyn Sportowiec – wywiady, analizy, komentarze sportowe

Wirtuoz tańca na wózku inwalidzkim. Paweł Karpiński: Kiedyś nie wyobrażałem sobie, że mogę tańczyć

Paweł Karpiński na scenie /fot. https://www.youtube.com/watch?v=LbbMRDhj4X8/

Szymon Kastelik: Muszę przyznać, że gdy wspomniałem kilku znajomym, iż moim rozmówcą będzie Paweł Karpiński, czyli tancerz na wózku, to trochę się zdziwili. Nie sądzili w ogóle, że istnieje taki sport. Dlatego chciałbym, aby opisał pan, czym charakteryzuje się ta dyscyplina sportowa.

Paweł Karpiński: Różnica pomiędzy nami a pełnosprawnymi tancerzami jest tylko taka, że my poruszamy się za pomocą wózków inwalidzkich. Jeżeli chodzi o kryteria, to są bardzo podobne. Istnieje podział na kategorie taneczne oraz ze względu na niepełnosprawność. W tym drugim aspekcie mamy pierwszą i drugą grupę. Istnieją również cztery konkurencje. Duo, gdzie obie osoby tańczą na wózkach. Combi, gdzie jeden z partnerów to osoba pełnosprawna. Solo i freestyle, gdzie można łączyć wszystkie style.

W której konkurencji odnajduje się pan najlepiej?

Tańczę w kategorii duo, combi i solo. Ale z tych trzech to najlepiej czuję się w duo i combi. Chociaż trudno porównać je ze sobą, ponieważ wiele zależy od partnerek.

Trening z partnerką na wózku a z partnerką pełnosprawną różni się czymś konkretnym?

Treningi wyglądają podobnie. Spotykamy się w parach z trenerem. Z nim układamy i ćwiczymy całe choreografie. Każdą figurę trenujemy, aż dojdziemy do perfekcji.

Style taneczne są takie same jak u osób pełnosprawnych?

Tak. Mamy styl standardowy i styl latynoamerykański. Jest również dziesięć tańców w tych najwyższych standardach. Czyli: walc angielski, tango, walc wiedeński, fokstrot, quickstep, samba, rumba, cha-cha, pasodoble i jive.

Który ze stylów jest pana ulubionym?

Zdecydowanie styl latynoamerykański.

Dlaczego?

Ponieważ jest żywszy. Lubię zdecydowanie jive. To mi odpowiada, ponieważ jestem człowiekiem ruchliwym. Muzykę ze stylu standardowego lubię słuchać, ale zaś jeżeli chodzi o ruch to zdecydowanie tańce latynoamerykańskie.

Paweł Karpiński i Joanna Reda na pokazie fot. https://www.youtube.com/watch?v=RJCqEknJFGE/

Jak zaczęła się pańska przygoda z tańcem?

Wszystko zaczęło się od obozu w Ciechocinku prawie dwadzieścia lat temu. Obóz ten organizowany był przez mój obecny klub Swing Duet, który jest stowarzyszeniem tańca. Po tym obozie poznałem swoją pierwszą sprawną partnerkę. I tak się to zaczęło. Na początku grałem również w koszykówkę. Ale w pewnym momencie spadłem z wózka i musiałem wybrać na czym chcę się skupić. Toteż wybrałem taniec i tak to zostało.

Jaki był pierwszy poważny sukces?

Z tych, które pamiętam, to na pewno zdobycie złota na Pucharze Świata w kategorii duo. Wtedy to był mój pierwszy wyjazd za granicę do Holandii, gdzie co roku organizowany jest turniej na Wielkanoc. Wówczas gdy zacząłem tam startować, to występowało bardzo dużo par i tym samym był bardzo wysoki poziom. Pamiętam, że pojechałem z partnerką niepełnosprawną Joanną. Nie byliśmy wtedy jeszcze w pełni zgrani. Układ mieliśmy rozpisany na kartce. I mimo tego, że wszystko pomieszaliśmy na parkiecie, to i tak udało się wygrać. Stało się tak, ponieważ to co przedstawiliśmy było zupełnie inne od pozostałych choreografii.

Pamięta pan ile już posiada medali różnych turniejów rangi mistrzowskiej? Bo jednak trochę się tego nazbierało.

Szczerze mówiąc, to nie pamiętam ile mam medali z tego typu zawodów. Z każdych mistrzostw przywożę trzy lub cztery medale. Dlatego trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. W tym roku zdobyłem mistrzostwo Europy z partnerką pełnosprawną w kategorii combi, co jest na pewno życiowym osiągnięciem. Wcześniej nie udawało mi się to. Natomiast z partnerką w kategorii duo posiadam trochę więcej osiągnięć. Mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy, trzy złota Pucharu Świata… Od kilkunastu lat jesteśmy w czołówce, jeżeli chodzi o turnieje mistrzowskie.

Jakie jeszcze turnieje wspomina pan miło, oprócz wspomnianego pierwszego Pucharu Świata w Holandii?

Zapewne ostatnie mistrzostwa Europy. Głównie z tego względu, że były to zawody organizowane w Polsce, w Łomiankach. Dokładnie w weekend stulecia odzyskania niepodległości. Zawody stały na wysokim poziomie. Każdy detal był dopracowany. Ponadto ja też udzielam się w klubie jako członek zarządu, dlatego czułem dodatkową satysfakcję, że każdemu podobał się ten turniej. Miło wspominam jeszcze swój udział w małym turnieju w Hiszpanii. Były to zawody połączone z rywalizacją osób pełnosprawnych. Tak naprawdę tylko kilka par na wózkach zostało zaproszonych. Dlatego można uznać go za turniej ekskluzywny. Podobało mi się, że trybuny były zajęte do ostatnich miejsc. Gdy schodziłem z partnerką z parkietu po pierwszej rundzie, to wszyscy wstali i mieliśmy owacje na stojąco. Nawet od tancerzy pełnosprawnych.

Jak wygląda ocenianie występów w tańcu na wózkach?

Zwraca się uwagę przede wszystkim na rytm. Sędziowie nie powinni koncentrować za bardzo uwagi na osobę pełnosprawną w kategorii combi. Co niestety traktowane jest różnie. Ale oczywiście partner pełnosprawny musi poruszać się również w rytmie i czuć muzykę. Generalnie kryteria są podobne jak w normalnym tańcu. Liczy się ukazana na parkiecie charyzma. Ważna jest odpowiednia technika wykonywania figur.

Wózek, na którym pan tańczy, ma taką samą konstrukcję jak ten używany na co dzień?

Jeżeli chodzi o mnie, to poruszam się na wózku aktywnym i na tym samym wózku też tańczę. Ale są też tancerze, którzy używają różnych wózków.

Czyli nie ma jakieś stałej reguły korzystania z jednego typu wózka inwalidzkiego na zawodach?

Nie ma. Jest całkowita dowolność. Na przykład ja mam w swoim wózku cztery koła. Jednak od pewnego czasu niektórzy korzystają z pięciu kół, ponieważ  przy takim układzie łatwiej jest poruszać się na przykład w stylu standardowym.

Jak wygląda sytuacja tego sportu w Polsce? W jednym z wywiadów wspominał pan o tym, że kiedyś nasi tancerze dominowali.

Kiedyś było nas dużo więcej. Teraz w kadrze Polski jest mniej zawodników. Ale staramy się stawać cały czas na podium. Dlatego wydaje mi się, iż Polska nadal znajduje się w światowej czołówce. Może już nie na pierwszym miejscu, ale nadal liczymy się na świecie.

To kto jest na tym pierwszym miejscu?

Na pewno Rosja i Ukraina. Ale my staramy się również zamieszać w wielu kategoriach, co było widać na ostatnich mistrzostwach Europy. Z moim udziałem zdobyliśmy cztery medale, a cała kadra zgarnęła pięć krążków. Jednak teraz rosyjscy tancerze, z powodu problemów z dopingiem w tamtejszym sporcie, zostali też zdyskwalifikowani i nie jeżdżą na zagraniczne zawody.

Mistrzostwa w tańcu na wózkach /fot. https://www.youtube.com/watch?v=8SvtZ83JgtE/

Czy kiedykolwiek Paweł Karpiński wyobrażał sobie życie bez tańca?

Może inaczej. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, że mogę tańczyć (śmiech). Ale jak trochę poznałem to środowisko i zacząłem jeździć na turnieje, to teraz trudno byłoby mi zrezygnować z tego wszystkiego.

Czyli sport dużo zmienił w pańskim życiu?

Zdecydowanie. Otworzył mnie i ośmielił. Pokazał, że nie tylko komputer jest istotny. Mogę wychodzić z domu i poznawać nowych ludzi. Udowodnił mi, że nie muszę przejmować się wózkiem i mogę żyć normalnie. Dzięki tańcu byłem w ponad dwudziestu krajach. Poznałem wielu ciekawych ludzi z całego świata.


Paweł Karpiński. Jeden z najlepszych niepełnosprawnych tancerzy na świecie. Wielokrotny medalista turniejów mistrzowskich. W tym roku został po raz pierwszy w karierze mistrzem Europy wraz z partnerką pełnosprawną.