Magazyn Sportowiec – wywiady, analizy, komentarze sportowe

Arsen Śliwiński i Michał Łubniewski chcą kolejnych sukcesów. „Próbujemy się przerzucić na 1000 metrów”

Arsen Śliwiński i Michał Łubniewski tuż po zdobyciu wicemistrzostwa / fot. You Tube

Srebrny i brązowy medal na tegorocznych mistrzostwach świata w kajakarstwie to wasz największy sukces w karierze czy jednak porównujecie te wyniki do srebra sprzed roku?
Arsen Śliwiński:
Jest to na pewno największy sukces, gdyż nie spodziewałem się, że będziemy startować w dwójce na 500 metrów. Na 200 metrów zrobiliśmy medal rok wcześniej, więc byliśmy nastawieni właśnie na ten dystans. Przed mistrzostwami wiedzieliśmy już, że będziemy startować w obu wyścigach. To wynikało z tego, że Vincent Słomiński i Mateusz Kamiński, którzy startowali na Mistrzostwach Europy na 500 metrów, stwierdzili, że chcą skupić się tylko na 1000 metrów. I wtedy otworzyła nam się droga na 500-tkę. Było to miłe zaskoczenie, że udało nam się zrobić ten wynik.

Michał Łubniewski: Nie ukrywam, że to moje największe osiągnięcie. To wielka duma przywieźć dwa medale z jednych mistrzostw świata rywalizując na tym poziomie. Wrażenie po zdobyciu srebra było takie, że wykonaliśmy swoją pracę i obroniliśmy srebro, chociaż mieliśmy ochotę na złoto. Ale już na 500 metrów nie dowierzaliśmy wynikowi. Oglądając nawet powtórkę, nie wierzyliśmy, że tak dobrze ułożyło się wszystko dla nas.

Byliście faworytami na 200 metrów, natomiast podczas wyścigu na 500 metrów w połowie dystansu wydawało się, że raczej medalu nie będzie. Ale finisz mieliście świetny. Taki był plan na ten wyścig czy wszystko wyszło spontanicznie?

Michał Łubniewski: To wyszło trochę spontanicznie, bo przeciwnicy odskoczyli za bardzo w pewnym momencie. Ale nie panikowaliśmy i dojechaliśmy do końca z zimną głową.

Arsen Śliwiński: Wcześniej mieliśmy przedbieg, który wygraliśmy. I w nim poszło wszystko tak jak powinno pójść. Ale wtedy panowały też nasze warunki, czyli płynęliśmy pod wiatr. Takie było nasze założenie, że dopiero podczas drugiej części dystansu zdecydowanie przyspieszamy. W finale chcieliśmy to powtórzyć, ale warunki zmieniły się. Wystartowaliśmy zbyt pasywnie. Za bardzo oszczędzaliśmy energii na tę drugą część. Natomiast zachowanie zimnej krwi do ostatnich metrów i utrzymanie do końca trzeźwości umysłu pozwoliło nam zrobić swoje. Zaufaliśmy sobie nawzajem.

Ten sezon był dla was najlepszy w karierze?

Michał Łubniewski: Zdecydowanie tak.

Arsen Śliwiński: Dla mnie  głównie pod tym względem, że wcześniej startowałem bardziej w zawodach młodzieżowych, na których również osiągałem dosyć dobre wyniki. W tym roku zdobyliśmy też medale mistrzostw Europy w dwójce i w czwórce na 500 metrów. W związku z tym naprawdę zdobyłem cztery medale w kategorii seniorskiej na arenie międzynarodowej, więc zdecydowanie jest to mój najlepszy sezon.

Arsen Śliwiński i Michał Łubniewski z medalami Pucharu Świata /fot. Instagram.com/arseno.17

Skąd w ogóle decyzja, aby startować wspólnie?

Arsen Śliwiński: Startowaliśmy razem po raz pierwszy w 2015 roku w Rumunii na młodzieżowych Mistrzostwach Europy. To właśnie tam zdobyłem swój pierwszy medal na zawodach tej rangi. Trener kadry młodzieżowej Stanisław Rybakowski wyczuł w nas potencjał. Wtedy byłem juniorem, który w swojej kategorii był najlepszy na 200 metrów. A Michał był w ogóle najlepszy w Polsce na 200 metrów. Gdy pierwszy raz wsiedliśmy razem, to nie wiedzieliśmy jak mamy wiosłować. Raz ja byłem z przodu, a raz Michał. Ale przyszły zawody i Michał ostatecznie usiadł z tyłu. Ja byłem z przodu i udało nam się zdobyć medal. Nie wiem co jest specyficznego w naszej dwójce, ale jesteśmy zgrani co do joty. Przychodzą zawody, skupienie jest na najwyższym poziomie i robimy te pociągnięcia jak w odbiciu lustrzanym.

Mimo tego, że należycie do innych klubów, to często udaje się wam trenować razem?

Michał Łubniewski: Tak, często. Głównie w reprezentacji podczas obozów. Jest to tak naprawdę większość roku, gdzieś około osiemdziesiąt procent czasu. Są to rozjazdy, liczne obozy, jak na przykład obozy klimatyczne w Zakopanym, Jakuszycach i tym podobnym. Jednak warto wspomnieć, że trenujemy głównie w jedynkach. Bo żeby gdziekolwiek wystartować, to musimy przejść przez eliminacje w pojedynkę. Jak na razie mamy taki system w Polsce. I dlatego dopiero przed samymi zawodami schodzimy do naszej dwójki.

Jakie są dla was największe różnice pomiędzy startowaniem solo a w duecie?

Arsen Śliwiński: W moim przypadku wygląda to tak, że jestem w jedynce przeciętnym, może trochę ponadprzeciętnym zawodnikiem. Ale nie jestem najlepszym. Natomiast to jest właśnie ta magia, że gdy wsiadamy w dwójkę to jesteśmy czołówką światową. Takie coś istnieje w kajakarstwie, iż są osoby, które odnajdują się we wszystkich osadach. Michał to właśnie taki zawodnik, który spisuje się w każdej. Obojętnie czy to jest jedynka, dwójka czy czwórka. A ja jestem bardziej skromny, bo odnajduje się w dwójce lub w czwórce.

Michał Łubniewski: Na pewno w dwójce stres rozkłada się na dwie osoby oraz pogoda nie odgrywa już tak ważnej roli. Bo wiosłując z dwóch stron można pozwolić sobie na kombinowanie na bocznych wiatrach. W jedynkach, jeżeli wiatr jest nie przychylny, to możemy mieć pod górę przez cały dystans.

Czy medaliści mistrzostw świata w kajakarstwie nie muszą martwić się o finanse?

Michał Łubniewski: Na pewno jesteśmy zapomnianą dyscypliną. To wszystko składa się na to, że niektórzy nie wiedzą za bardzo o co chodzi w sportach wodnych i mylą wioślarstwo z kajakarstwem. Trzeba pamiętać o tym, że zdobywamy medale na dystansach nieolimpijskich, o czym wielokrotnie media nam przypominają. W związku z tym próbujemy się przerzucić na 1000 metrów. Jednak medale mistrzostw są olbrzymim osiągnięciem, bo nikt nie ściga się tam na żarty. I o tym trzeba pamiętać.

Komu chcielibyście zadedykować zdobyte medale na Mistrzostwach Świata?

Arsen Śliwiński: Przede wszystkim mojej babci ze strony mamy, która zawsze powtarza, że kiedyś będę mistrzem świata. Jeszcze nie jestem, ale zbliżam się do tego tytułu. Zadedykować też chciałbym przede wszystkim mojemu ojcu, który wprowadził mnie do tego sportu i zawsze podtrzymywał mnie na duchu oraz poprowadził do tego celu i medali. Mojej mamie, która zawsze dba o moją dietę, gdy jestem poza obozami. I oczywiście swojej dziewczynie.

Michał Łubniewski: Chciałbym zadedykować je mojej rodzinie. Mojej malutkiej chrześnicy, czyli córce mojej kochanej siostry. Oczywiście też rodzicom oraz dziewczynie. Ponadto przyjaciołom i kibicom, którzy nas wspierają.


Arsen Śliwiński i Michał Łubniewski. Kajakarze specjalizujący się w kanadyjkach. Wicemistrzowie świata z 2017 i 2018 roku na dystansie 200 metrów oraz brązowi medaliści MŚ z 2018 roku na dystansie 500 metrów.